| 28.06-03.07.2009 - Poland Tour |
|
28.06.2009 Jurmala – Spychowo 552km
(Suwałki, Olecko, Giżycko, Mikołajki). Z samego rana po wydanej przez naszego Road Captain’a komendzie „zwei minuten!!” (stała się szybko standardowym zawołaniem do odjazdu naszej grupy) grupa 21 motorków (10 z Baden Chapter i 11 z Warsaw Chapter) wyruszyła w drogę powrotną do Polski. Już na wysokości Kowna słońce zaczęło nam przypominać, że wraca lato – jak się później okazało towarzyszyło nam przez cały polski odcinek naszej eskapady. Po 10 godzinach podroży przez piękne okolice Suwałk, Olecka, Giżycka i Mikołajek dotarliśmy nieźle spoceni do Spychowa. Tutaj wieczorem odbyło się Polskie Welcome Party. Smakołyków na stole (ach te ryby...) nie powstydziłaby się żadna z wykwintnych mazurskich restauracji, zaś ogni sztucznych (na zakończenie) nie powstydziłoby się średniej wielkości miasto :).
29.06.2009 Spychowo – Janów Podlaski 321km
(Kolno, Drozdowo, Brańsk, Siemiatycze, Grabarka).
Rankiem, po sytym polskim śniadaniu (bez schabowego jak to na Łotwie bywało) oraz po zmuszeniu jednego z „rumaków” do jazdy ruszyliśmy przez Puszczę Piską w kierunku Piszu, gdzie po uzupełnieniu płynów (oj suszyło, suszyło) i zapasów nikotyny udaliśmy się przez Kolno i Łomżę w kierunku Wizny, w okolicach której, jadąc nad leniwie snującą się Narwią mieliśmy okazję podziwiać piękne krajobrazy Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Wczesnym popołudniem przez Brańsk, Siemiatycze dotarliśmy na Świętą Gorę Grabarkę. Zimna woda z cudownego źrodełka szybko ukoiła nasze pragnienie. Tysiące krzyży postawionych w rożnych intencjach wywarły na nas i naszych gościach ogromne wrażenie – chwila zadumy nad przemijaniem i udaliśmy się w kierunku Janowa. Tego dnia czekały na nas jeszcze dwie atrakcje – nocleg w skansenie (szereg 20 motorków przed XIX w. Dworkiem robił wrażenie) oraz odwiedziny w Janowskiej stadninie koni, dokąd, na skróty polami, wśród łanów dojrzewających zbóż, udaliśmy się tradycyjnymi końskimi powozami.
30.06.2009 Janów Podlaski – Hoczew 436km
(Terespol, Kodeń, Jabłeczna, Włodawa, Chełm, Zamość, Bełżec, Jarosław, Przemyśl, Lesko).
Wyjazd z samego rana (czekała nas długa droga) z Zaborka Uroczysko w kierunku Terespola. Puste i dobre drogi umożliwiały podziwianie nadbużańskich krajobrazów – wszędzie piękna zieleń, zjawiskowa architektura i bociany, bociany, bociany..... Bazylika Mniejsza w Kodniu i przede wszystkim Prawosławny Monaster w Jabłecznej to główne atrakcje tego fragmentu naszej trasy. Prawosławny zakonnik na Harley’u i do tego sprawnie wykonujący manewry na małej prędkości to naprawdę rzadki widok ;). Prawie godzinny postój w Jabłecznej spowodował, że tempo naszej podroży przez Włodawę i Chełm uległo znacznemu przyśpieszeniu. Dojazd do Zamościa od strony Chełma (pofałdowany teren Roztocza) zrobił na wszystkich duże wrażenie (nie było osoby w naszej grupie, która byłaby w tych stronach wcześniej). Obiad i pamiątkowe zdjęcie na rynku w Zamościu, krotki odpoczynek i udaliśmy się w dalszą podroż przez Bełżec, Jarosław, Przemyśl, Lesko do Hoczewia, gdzie w wygodnym pensjonacie zmęczeni, spoceni (słońce nie „odpuszczało”) i zadowoleni z pokonania najtrudniejszego etapu wyprawy szybko udaliśmy się spać. Tym razem nikomu nie chciało się prowadzić „nocnych” rozmów.
01.07.2009 Hoczew – Kraków 367 km
(Polańczyk, Solina, Czarna, Cisna, Komańcza, Dukla, Gorlice, Nowy Sącz, Limanowa, Wieliczka). Już „za pięć ósma” wszystkie motorki „mruczały” gotowe do wyjazdu...chyba żelazna dyscyplina naszych gości również i na nas odcisnęła swoje „piętno”. Pamiątkowe zdjęcia nad Solińską zaporą i duża Pętla Bieszczadzka (Czarna, Cisna, Komańcza) to bieszczadzki fragment naszej j eskapady. Przez Duklę, Gorlice, przepiękny Nowy Sącz i Limanową udaliśmy się w kierunku Wieliczki. Szczególnie widoki w okolicach Limanowej zapierały dosłownie dech w piersiach – cudowna widoczność, świetne światło i cała Sądecczyzna u naszych stop. W Wieliczce obowiązkowo zwiedzanie kopalni. Informacja naszego przewodnika, że mamy do przejścia ok. 2,5 km wywołała niemałą konsternację (gdyby była podana przed wejściem do kopalni, grupa chętnych do zwiedzania znacznie by zmalała J) tylko „przyjazna” temperatura (ok. 140C) kompensowała nam ten wysiłek ( słońce „piekło” nas cały dzień). Z kopalni do hotelu na szczęście było tylko kilka minut... Tym razem nocne Polaków i Niemców rozmowy trwały do rana....następnego dnia motorki odpoczywały i nasze „siedzenia” również.
02.07.2009 Zwiedzanie Krakowa
(Wawel, Kościół Mariacki, UJ Collegium Maius, Kazimierz)
Od rana „lampa” – dobrze, że choć grube mury zwiedzanych zabytków chroniły nas przed „odparowaniem”. Zwiedzanie, dzięki profesjonalizmowi naszego przewodnika przebiegło wyjątkowo sprawnie....bez zbędnego gadania, zwracając uwagę na mało znane ciekawostki przemierzyliśmy obowiązkowy szlak turystyczny. Obiad w klimatyzowanej sali CK Browaru wynagrodził nam trudy prawie 3 godzinnego zwiedzania Wawelu, Kościoła Mariackiego, Rynku – Sukiennic oraz Collegium Maius UJ. Wieczorem zaś najbardziej wytrwali „turyści” wybrali się na Kazimierz.
03.07.2009 Kraków – Karpacz 466km
(przez Niemodlin, Grodków, Nysę Kłodzką, Złoty Stok, Lądek Zdrój, Stronie Śląskie, Sienną, Bystrzycę Kłodzką, Polanicę Zdrój, Kudowę Zdrój, Trutnov, Przełęcz Okraj). Kraków „płakał” przy naszym wyjeździe, zmusiło to nas do przywdziania odzieży wodoodpornej.. na szczęście po 20 km jazdy wyszło słonko i wykorzystując postój na tankowanie „dopasowaliśmy” ubiory do panującej aury. Przy okazji (prośba naszych gości) odwiedziliśmy Dealera H-D w Katowicach – zakupy pamiątek, z Polski, dla najbliższych jeszcze bardziej poprawiły humory naszych gości. Z autostrady w kierunku Wrocławia zjechaliśmy na wysokości Niemodlina. Po krótkim postoju w Grodkowie udaliśmy się w kierunku Nysy Kłodzkiej i Złotego Stoku. Prawie 20 km pokręcony odcinek między Złotym Stokiem a Lądkiem Zdrój przypomniał nam, że dzień bez pokonania kilkudziesięciu zakrętów i agrafek jest dniem straconym. Pod Czarną Górą, w Siennej, w restauracji Hubertus czekał na nas obiadek (doskonała dziczyzna). Chwila wytchnienia i odpoczynku ... i jedziemy dalej w kierunku Bystrzycy Kłodzkiej, Polanicy Zdroju. W Kudowie „na chwilę” opuszczamy Polskę, by poprzez Czechy dotrzeć na przełęcz Okraj. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie na granicy i po kilkunastu minutach dotarliśmy do celu naszej podroży – Hotelu Skalny w Karpaczu. Zlot naszych przyjaciół z klubu Renegades był kolejną atrakcją dla naszych gości. Odżyły również nasze chapterowo-zlotowe wspomnienia.. hotel przez te dwa lata odmłodniał, Karpacz zyskał kilka nowych hoteli.. tylko atmosfera tak jak dawniej .....doskonała.
Razem z przyjaciółmi z Baden Chapter przejechaliśmy ponad 2142 km. Był to – jak stwierdzili podczas pożegnania – najatrakcyjniejszy fragment ich trasy dookoła Bałtyku (Niemcy, Dania, Szwecja, Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechy). My zaś zobaczyliśmy naszą Ojczyznę od mniej znanej i uczęszczanej strony. Każdego z nas coś zaskoczyło, coś urzekło (przyroda, widoki, ludzie, smaki i zapachy :). Jeszcze raz znalazła potwierdzenie mądrość zawarta w przysłowiu...”...cudze chwalicie swego nie znacie....”. Mamy nadzieję, że podobne eskapady na trwale wpiszą się tradycję podroży WChP. Tomek Kuczera P.S. Chapter Baden Baden umieścił artykuł z wyprawy po polsce w niemieckim Biker's Power. Poniżej tłumaczenie Krzysztofa Franczaka.
"Kiedy dowiedzieliśmy się pod koniec 2008 roku, że w czerwcu 2009 odbędzie się osiemnasty europejski rajd H.O.G. w Jurmala/Lettland, szybko stwierdziliśmy, że będziemy tam z chapterem z Baden. Przez dłuższy czas mieliśmy w głowach pomysł, żeby zorganizować harleyowy tour w krajach bałtyckich. Od początkowej wizji podróży przez kraje bałtyckie, uwzględniającej prom Rostock – Klaipeda, doszliśmy do wniosku, że należy zorganizować większy rajd H.O.G. dookoła Bałtyku. Dlatego ostateczny pomysł trafił do Was pod nazwą: Baltic Ride 2009.
Ostatnie dni przed startem nie wróżyły dobrej pogody – szare chmury zasłaniające niebo zapowiadały deszcze. To może być pocieszające (?). Ze Schwarzaldu jednakże jedziemy w deszczu, aż do naszego pierwszego postoju na nocleg w pięknym Werratal. Następnego dnia rano, dziesięciu uczestników rusza do Danii przez Malmo/Szwecja, gdzie możemy być świadkami ostatnich Świętojańskich uroczystości. Co za początek! Dalsza droga prowadzi nas przez całą przepiękną południową Szwecję z malowniczymi miejscowościami, aż do Sztokholmie. Tu bierzemy prom do Helsinek - kolejnego etapu naszej podróży. Odpływając z Silja Serenade, możemy rozkoszować się jasnym, błękitnym niebem, zimnym piwem na tarasie słonecznym oraz niezapomnianym widokiem niepowtarzalnych wysp. Również Helsinki witają nas słońcem i po krótkiej przyjacielskiej pogadance z fińskimi policjantami, zostajemy pobieżnie spisani, a później my, z naszymi motorami robimy sobie grupowe zdjęcie na Placu Senatu przed katedrą – obok nas pomnik zbudowany w podzięce za przyjacielską w stosunku do Finlandii politykę rosyjskiego cara Aleksandra II. Po zwiedzeniu Helsinek, zabiera nas prom do Talinna. Dzielą nas już tylko dwie godziny od Bałtyku.
Należy dodać, że historyczne centrum miasta zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1997 r. Średniowieczna starówka wzbudza wielki zachwyt. Otoczony przez potężne mury i liczne wieże, w samym centrum miasta rozciąga się labirynt uliczek, alej i schodów. Wspaniała średniowieczna kolacja i miodowe piwo w restauracji Olde Hansa pozostawiły wiele miłych wspomnień. Dalsza trasa prowadzi nas przez piękne krajobrazy i cudowne lasy. Około 44% krajobrazu jest zalesione, aż do majestatycznego Peipussee. Z dużą częścią estońsko-rosyjskiej granicy, jezioro Peipussee jest piątym największym jeziorem Europy i siedem razy większym od Jeziora Bodeńskiego, a tym samym zapewnia doskonałe tło dla rowerzystów. Następny przystanek to miasto uniwersyteckie Tartu ze słynnym krzywym muzeum przy Raekoja Plats. Ponieważ jest to jeden z zabytków w historycznym centrum miasta, wszyscy jesteśmy zadowoleni, że naszym dwóm najsilniejszym motocyklistom, przez nadszarpnięte mięśnie, nie udało się wyprostować tego budynku. Następnego dnia przekraczamy wreszcie granicę z Łotwą i tym samym zbliżamy się do celu podróży, 18. europejskiego H.O.G. rajdu w Jurmali. Absolutnym hitem są tu malownicze drogi, Park Narodowy Gauja, ale także podróż przez imponującą stolicę Rygę. Wreszcie docieramy do Jurmali i siedliska mniejszych miasteczek położonych wzdłuż 40 km plaży w Zatoce Ryskiej. Nasz hotel Pegasa Pils znajduje się w absolutnym centrum wydarzeń rajdu. Przejażdżka własnym Harleyem oraz nastrój zachodzącego słońca sprawia, że chcielibyśmy, żeby jazda się nigdy nie kończyła. W przeciwieństwie do ludzi, spędzających czas na płatnych plażach. H.O.G. sprawia, że wszystko staje się możliwe! Generalnie rzecz biorąc: Co za świetna impreza i jaka wspaniała lokacja. Okolica zachęca także do wszelkiego rodzaju atrakcyjnych wycieczek. Tu na 18. europejskim rajdzie H.O.G. spotykają się fani Harleya ze wszystkich stron świata. Szczególnie ciepło wypada spotkanie z naszymi polskimi przyjaciółmi z warszawskiego chaptera. Po odwiedzinach w Schwarzwaldzie w 2007 r., po raz kolejny spotkali się z nami i pojechaliśmy na 6-dniową wycieczkę po Polsce pod przewodnictwem Krzysztofa i Tomasza (przyp. Tlum. K.Franczaka, T.Kuczery). Ostatniego dnia rajdu H.O.G. wyruszamy bardzo wcześnie, ponieważ mamy przed sobą długą trasę przez Litwę aż do Spychowa, położonego na Mazurach. Po dziesięciu godzinach ciągłej jazdy na Harleyach, docieramy w końcu do pensjonatu Kipnick, położonego nad jeziorem, gdzie wita nas prawdziwie książęca recepcja. Już w dniu przyjazdu witają nas bandery z napisem: „Serdecznie witamy Baden Charter”. Wieczorna wódka na nasze przywitanie stanie się rytuałem kolejnych pięciu dni. Zanim zaczęliśmy jeść obfite i różnorodne dania z grilla, do którego zaprosili nas przyjaciele z Warszawy, przywitała nas lokalna piosenka zagrana na tradycyjnym rogu. Fantastyczne fajerwerki o północy uzupełniły naszą pierwszą noc w Polsce, której nigdy nie zapomnimy. Następnego dnia, przy słonecznej pogodzie i wysokiej temperaturze, pokonaliśmy ponad 300 km wyboistych dróg i pustych ulic przez chłodne lasy i wzdłuż idyllicznych jezior i rzek, aż do Janowa Podlaskiego, słynącego z hodowli koni. Stamtąd pojechaliśmy dalej do granicy z Białorusią. Hodowla została założona w 1817 roku i obecnie jest w niej około 400 koni, w tym 300 Arabów i 100 Anglo-Arabów, w stajniach lub na pastwiskach. Do Janowa Podlaskiego przyjeżdża też perkusista The Rolling Stonek – Charlie Watts, który jest tu częstym gościem i kupcem. Dalsza trasa prowadzi nas przez krajobrazy nadwiślańskie do granicy ukraińskiej, gdzie zwiedzamy ortodoksyjny klasztor Św. Onufrego w Jabłecznej. Jeden z mnichów prosi, żeby mu pozwolić przejechać się harleyem. Jesteśmy zdziwieni, gdy po dwudziestu minutach jazdy bez trzymanki i z rozwianą brodą, wraca do nas i pokazuje nam czarno-białe zdjęcia motocykla z lat 70., zbudowanego przez jego ojca. Następnie droga prowadzi na południe przez Karpaty, a potem do najwyższych gór w Polsce – Tatr. Drogi i sprzyjający lipcowy klimat sprawiają, że aż chce się jeździć. Dalej możemy odczuć chłód w kopalni soli w Wieliczce. Jej powstanie datuje się na wiek XI, ale można przyjąć, że wydobywano tam sól znacznie wcześniej. Podczas zwiedzania można zobaczyć ok. 3000 pomieszczeń, z których niektóre są wielkości boiska piłkarskiego albo katedry. Kolejne dwie noce spędzamy w Krakowie. Średniowieczna starówka nad Wisłą jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W Krakowie znajduje się najstarszy polski uniwersytet, na którym studiował Mikołaj Kopernik. Dzięki uniwersytetowi, miasto było naukowym i kulturalnym centrum Europy Wschodniej. Zamek na Wawelu ze wspaniałą katedrą jest jednym z wielu pięknych zabytków, które zwiedziliśmy. Ostatnim etapem podróży z naszymi polskimi przyjaciółmi jest Karpacz, do którego mamy 500 km przez południe Polski, wzdłuż granicy czeskiej. W miasteczku leżącym u podnóża gór znajdujemy ogromny punkt spotkań harleyowców. Miłą niespodzianką było dla nas otrzymanie pucharu dla chaptera z Baden. Każdy kto miał kiedyś wątpliwości czy Polacy potrafią dobrze się bawić, może tu się wiele od nich nauczyć. Co za impreza! Następnego dnia rano serdecznie żegnamy się z Krzysztofem i resztą przyjaciół. Łapią nas gwałtowne burze, ale szybko przejeżdżamy przez Czechy i spędzamy noc w Hotelu Feiler w francuskiej części Szwajcarii, skąd dalsza droga prowadzi z powrotem do Baden. Ta podróż jest przykładem, jak wspólna harleyowa pasja łamie wszelkie bariery i umacnia przyjaźnie – podczas wyprawy mieliśmy do czynienia z dużą dozą pozytywnej energii i entuzjazmu przejeżdżając 20 harleyami 6 500 km w ciągu 17 dni i zwiedzając Danię, Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę i Czechy. Zapamiętamy słowa Tomka (przyp. Tłum. T. Kuczery): „Jeszcze tylko dwie minuty”, którymi wzywał do dalszej drogi pozostaną w naszej pamięci na długo. Thomas Bork Assistant Director,
|










