Białoruskie klimaty


Wyjazd zorganizował jeden z kolegów, rozpoczynający za naszą wschodnią granicą działalność gospodarczą. Stąd też cała impreza miała charakter biznesowej wizyty. Już na granicy odczuliśmy plus takiej sytuacji - odprawa trwała nie wiecej niż 20 minut, a wszelkie papierki pomagali  z uśmiechem wypełniać białoruscy pogranicznicy. Czekał też na nas  milicyjny samochód w amerykańskim stylu, który jak się potem okazało towarzyszył nam przez cały czas podróży będąc naszym pilotem . Pierwszy nocleg - w Brześciu. Lekko spóźniliśmy sie na spotkanie z miejscowymi władzami, więc miało miejsce tylko mini spotkanie z przedstawicielem miasta. Kazdy wysłuchał  mozliwości , jakie miasto stwarza dla inwestorów i otrzymaliśmy foldery i informacje o mieście i miejscowej gospodarce. Później już tak było codziennie, w każdej miejscowości, gdzie mieliśmy spotkania. Oczywiście kolejnym elementem  po takich spotkaniach były kolacje. Ze względu na bogactwo jadła i napitków czulismy sie jak na weselu. A bliny z kawiorem - palce lizać. 


Gdzie byliśmy ? Oczywiscie zaliczyliśmy twierdzę Brześć. Póżniej zwiedziliśmy Kamieniec ( historyczna baszta) i ruiny polskiego kościoła gdzie  był pogrzeb Poniatowskiego, Pińsk, lodowisko,  białoruską część Puszczy Białowieskiej ( tam sie okazało, że święty Mikołaj - Dzied Moroz - pochodzi z Białorusi , a nie z Finlandii i przyjmuje gości cały rok :-) ). Ważnym miesjcem był dla nas dom urodzin Tadeusza Kościuszki. Obejrzeliśmy też pozostałe mury po ogromnym pałacu Sapiehy i nowoczesne sanatorium. Pływalismy statkiem oraz całą podróż jechaliśmy w deszczu. Deszcz przestawał padac jak dojeżdżaliśmy na miejsce :-) . Drogi - niezłe. Ruch poza miastami - niewielki. Aha , zaliczyliśmy dyskoteke. Tak, tu można byłoby rzeczywiście trochę poopowiadać :-) . Reasumując - intensywne 4 dni na Białorusi . 20 harleyów wróciło szczęśliwie i kolejna granica niewiedzy została pokonana.